Humor
1. Wróbelek.
Jedzie sobie motocyklista 150 km/h a tu z naprzeciwka leci wróbeleki dup go w kask. Stracił wróbelek przytomność i upadł na ulicę, ale motocyklista był miękkiego serca, zatrzymał się, podniósł ptaszka z drogi i zabrał nieprzytomnego do domu. W domu wsadził go do klatki, dał mu chlebek i wodę i zostawił aż się ocknie... Po jakims czasie wróbelek budzi się, rozgląda i widzi: naokoło kraty, na podłodze chleb i woda "O kur zabiłem motocyklistę !!!" Chyba najsłynniejszy kawał na grupie pl.rec.motocykle . Istnieje nawet powiedzenie "A o wróbelku słyszałeś?".
2. Artur Davidson poszedł do nieba.
Artur Davidson, wynalazca i założyciel HD Motor Corporation zmarł i poszedł do nieba. Św. Piotr witając go u bram rzekł: "Ponieważ byłeś dobrym człowiekiem, a Twoje motocykle zmieniły świat, w nagrodę możesz wybrać z kim chciałbyś tu przebywać". Po chwili zastanowienia Davidson powiedział: "Chcę przebywać z Bogiem". Św. Piotr zabrał więc Artura do sali tronowej i przedstawił go Bogu. Wtedy Artur zapytał Boga: "Czy to nie ty przypadkiem wynalazłeś kobietę?" "O, tak" odrzekł Bóg. "Więc muszę Ci powiedzieć, jak profesjonalista profesjonaliście, że Twój wynalazek ma kilka poważnych wad konstrukcyjnych: - występują duże wahania w przedniej części; - strasznie brzęczy przy wysokich prędkościach; - tył z reguły jest za miękki i za bardzo się trzęsie; - wlot powietrza jest zdecydowanie za blisko wydechu, oraz; - koszty utrzymania są horrendalne." "Hmmmm" rzekł Bóg "trudno się z tobą nie zgodzić, ale poczekaj chwilę". Podszedł do swego Niebiańskiego Komputera, wpisał kilka komend i po chwili wrócił z wydrukiem. "Cóż" powiedział do Artura Davidsona "możliwe, że popełniłem kilka błędów, ale z tych danych wynika, że zdecydowanie więcej facetów ujeżdża MÓJ wynalazek!"
A tu macie oryginał:
The inventor Arthur Davidson, of the Harley Davidson Motorcycle Corporation, died and went to heaven. At the gates, St. Peter told Arthur, "Since youve been such a good man and your motorcycles have changed the world, your reward is, you can hang out with anyone you want in Heaven." Arthur thought about it for a minute and then said, "I want to hang out with God. " St. Peter took Arthur to the Throne Room, and introduced him to God. Arthur then asked God: "Hey, arent you the inventor of woman? " God said, "Ah, yes" "Well, " said Arthur, "professional to professional, you have some major design flaws in your invention: 1. Theres too much inconsistency in the front-end protrusion. 2. It chatters constantly at high speeds. 3. Most of the rear ends are too soft and wobble too much. 4. The intake is placed way to close to the exhaust and finally, 5. The maintenance costs are outrageous." "Hmmmm, you may have some good points there," replied God, "hold on." God went to his Celestial super computer, typed in a few words and waited for the results. The computer printed out a slip of paper and God read it. "Well, it may be true that my invention is flawed, " God said to Arthur, "but according to these numbers, more men are riding my invention than yours."
3. Staszek.
Staszek był wielkim pasjonatem motorów. Miał Harleya - najważniejszą rzecz w swoim życiu! Dbał o niego, pucował wazelina do połysku, niemalże nosił na rękach, bez mała spał z nim nawet. Któregoś dnia dziewczyna zaprosiła go na niedzielny obiad do swojego domu. "Stasiu" - powiedziała - "znamy się już dwa tygodnie. Chciałabym, żebyś poznał moich rodziców." "Czemu nie" - odparł Staś. Nadeszła niedziela, Staś wyprowadził motor z garażu, wyciagnął pudełko z wazeliną, szmatkę i dalejże glansować! I tak przy tym wazelinowaniu zastało go południe. Jeszcze tylko ostatni rzut oka na motocykl, mała poprawka, wazelinka i... Staś z Harleyem byli gotowi! Podjechał pod dom dziewczyny, ustawił motor przed oknem salonu i zapukał... "Witaj Stasiu" - dziewczę promieniało szczęściem - "Wejdź, zaraz będzie obiad. Muszę cię jednak uprzedzić o pewnym zwyczaju, panującym od dawna w naszej rodzinie. Otóż przy obiedzie, kto się pierwszy odezwie, ten garnki zmywa." "Nie martw się" - Staś nie był w ciemię bity - "jestem małomówny z natury." Zasiedli do stołu. Mama, tata, dziewczę i Staś. Rozmowa nie "kleiła się", co zresztą było do przewidzenia. Matka patrzy na Stasia i myśli - Ale wstyd! Taki sympatyczny chłopiec, a my tu ani słowa z nim nie zamieniamy! Co sobie o nas pomyśli? Zapytałabym go o rodzinę, o rodzeństwo, o ogród, ale nie mogę, bo będę garczki zmywać... Ojciec siedzi, ani be ani me i myśli - K***a obora jak nieszczęście! Zagadałbym do chłopaka, zapytałbym gdzie pracuje, czy lubi piwko, sport i wędkarstwo, ale jak??? Powiem coś, to mnie stara do garów wypieprzy... Panienka siedzi jak na szpilkach i myśli - Niechże ktoś coś powie wreszcie i pójdzie myć te garczki, a my wtedy na górę i tamtaramtamtam... Staś dzielnie siedzi i milczy! Nie mówi nic, bo garczków myć też nie lubi... a tu nagle... patrzy w okno... a za oknem pada deszcz!!!!!!! - Jezuuuuuu - myśli Staś - MOTOR!!!!! Nie wie co robić. Nie przeprosi, bo pójdzie do garów, a Harleya rdza zeżre! Rozejrzał się Stach... i dawaj panienkę na stół, kieckę w górę i jedzie ją od tyłu. - Ktos pęknie i coś powie - myśli - on do garów, a ja do motoru!!!!! Skończył Stasiek, siada i... nic! Cisza jak makiem zasiał... Dziewczę zawstydzone oczy spuściło i myśli - Co ten Stasiek taki napalony??? Mógł przecież poczekać aż pójdziemy na górę ...jak ja się teraz wytłumaczę rodzicom? I kiedy mam to zrobić? Przecież nie teraz, bo jak się odezwę, to pójdę garczki myć...poczekam... Matka siedzi, oczom nie wierzy i myśli - Co to za bydle moja córka do domu przyprowadziła??? Jak on mógł moją córkę tak potraktować??? Powiem mu co o nim myślę, ale później, bo jak się pierwsza odezwę, to bedę musiała garczki myć... Ojciec siedzi, ślepia wlepił w Staszka i myśli - O ten sk***yn j***y ch*j pie*****ny w d**e k***y...!!!!!!!! Przecież go sk**yna za***ie! Powiem mu co o nim myślę, ale później bo jak się mam pierwszy odezwać??? Deszcz leje jak z cebra, Stasiek załamka, nie wie co począć... na dodatek grad się zaczął, wali w Harleya jak w bęben...- CO ROBIĆ !!!! - myśli... I dalejże matkę na stól, kieckę matce w górę i jedzie ją od tyłu. - Stary nie wytrzyma i coś mruknie przynajmniej - myśli Stach - Stary do garów, a ja do motora!!! Skończył, siadł... i dalej cisza... nic... Dziewczyna patrzy na Stacha i myśli - Co za potwór z niego, samiec niewyżyty????? Najpierw mnie, potem moją matkę??? Zrywam z nim, ale powiem mu to po obiedzie, bo będę musiała garczki myć, jak się odezwę pierwsza... Matka siedzi, czerwona jak buraczek i myśli:- Nawet niezły ten chłopiec...i jaki... PRĘŻNY... źle go oceniłam... co sobie jednak mój stary pomyśli???? Powinnam się jakoś wytłumaczyć... ale może później, bo będę musiała garczki myć Ojciec siedzi, oczy przeciera, piana na pysku, ale twadziel z niego więc milczy i tylko myśli - Zabiję go, to pewne. Ale po obiedzie, bo teraz jak się odezwę, to pójdę garczki myć... Grad, ulewa, burza z piorunami, wichura przewróciła motor Stacha prosto w wielką kałużę, pełną błocka, wody i wszelakich śmieci. Stach oczami duszy widzi rdzę pożerającą jego ukochanego Harleya... Nie wytrzymał, wstał i mówi: "Macie może wazelinę ?" Ojciec zrobił oczy jak denka od kufla, wstaje i mówi przerażony: "To ja już pójdę i umyję te garczki..."
Morał: jeśli masz Harleya, umawiaj się tylko z dziewczynami, które mają zmywarki
4. Mrówki. Jadą dwie mrówki na dwóch motocyklach, nagle jedna się zatrzymuje, więc druga do niej podjeżdza i się pyta: "Co ci się stało?" "Mucha mi do oka wpadła."
5. Syn.
Pewien człowiek zmarł, a że był za życia bardzo dobry i uczynny dla innych, poszedł do nieba. Św. Piotr powitał go i mówi: "Ponieważ byłeś taki dobry dla innych, ja chcę zrobić coś dla Ciebie. Czy masz jakieś niezrealizowane marzenie?" "O, tak, Św. Piotrze" odrzekł człowiek "nigdy nie było mnie stać na motocykl,a zawsze marzyłem o Harleyu, i żeby tak nim mknąć szosą po horyzont, ciepły wiatr owiewałby mi twarz, w lusterku widziałbym zachód słońca, a wokół nikogo, cała szosa dla mnie." "Więc niech tak będzie" mówi Św.Piotr i po chwili facet już mknie na Electrze szosą prostą jak strzała, wokół cudowne krajobrazy oświetlone zachodzącym słońcem, wkoło żywej duszy. Facet czuje się wreszcie szczęśliwy, spełnia się marzenie jego życia . aż tu nagle z rykiem przelatuje tuż obok niego japoński "przecinak" z długowłosym facetem za sterami. Facet o mało z wrażenia nie zjechał do rowu, nastrój szlag trafił, więc wkur***ny teleportuje się z powrotem do Św.Piotra i pyta, nie przebierając w słowach, czemu ten złamał umowę. Na to św.Piotr, wyraźnie skruszony i zakłopotany: "Nic nie mogłem zrobić, to był Syn Szefa!"
6. Patrol.
Pewnej nocy patrol policyjny czatował pod pewnym pubem motocyklistów na potencjalnych sprawców naruszenia przepisów jazdy-pod-wpływem. Krótko przed zamknięciem spostrzegli motocyklistę, który wytoczył się na mientkich nogach z baru, przetoczył sie po wszystkich motocyklach próbując dopasować kluczyk do 5 różnych motocykli, zanim znalazł swój. Kiedy wreszcie go znalazł, usiadł na nim i siedział przez kilka minut kołysząc się ze spuszczoną głową i zerkając spode łba jak by się stąd wydostać. Wszyscy już opuścili bar i odjechali. W końcu i on dopasował sobie kask do głowy i telepiąc się okrutnie odpalił motocykl i zaczął powoli jechać. Policjanci tylko na to czekali - zgarneli chłopa z motocykla i poddali badaniu alkomatem. Po chwili oczekiwania wyświetlił się wynik: 0,0. Wkurzeni policjanci zaczeli dopytywać się - jak to mogło być, może się zaciął itp. Motocyklista na to spokojnie: - Wszystko ok, dzisiaj ja jestem dyżurnym do odwracania uwagi...
7. Furmanka.
Jedzie chłop z babą furmanką, droga pustawa, nudy, nagle ZIUUUU... i wyprzedza ich motocyklista bez głowy ... . "Dziwne" pomyślał chłop, ale jedzie dalej. Po chwili ZIUUUUU... i kolejny motocyklista bez głowy przelatuje obok furmanki. Chłop marszczy brwi, kombinuje przez chwilę po czym odwraca się i mówi: - Stara, rzuć no tę kosę gdzieś wyżej!
8. Suzuki.
Pierwszego dnia szkoły, przed rozpoczęciem lekcji, nauczycielka przedstawia nowego ucznia amerykańskiej klasie: - To jest Sakiro Suzuki z Japonii. Lekcja się zaczyna. Nauczycielka mówi: - Dobrze, zobaczymy jak sobie radzicie z historią. Kto mi powie czyje to są słowa: "Dajcie mi wolność albo śmierć"? W klasie cisza jak makiem zasiał, tylko Suzuki podnosi rękę i mówi: "Patrick Henry 1775 w Filadelfii." - Bardzo dobrze Suzuki. A kto powiedział: "Państwo to ludzie, ludzie nie powinni więc ginąć"? Znowu wstaje Suzuki: "Abraham Lincoln w 1863 w Waszyngtonie." Nauczycielka spogląda na uczniów z wyrzutem i mówi: - Wstydźcie się. Suzuki jest Japończykiem i zna amerykańską historię lepiej od Was! W klasie zapadła cisza i nagle słychać czyjś głośny szept: - Pocałuj mnie w dupę pieprzony Japończyku! - Kto to powiedzial? - krzyknęła nauczycielka na co Suzuki podniósł rękę i bez czekania wyrecytowal: "Generał McArthur 1942 na Guadalcanal oraz Lee Iacocca 1982 na walnym zgromadzeniu w Chryslerze." W klasie zrobiło się jeszcze ciszej i tylko dało się usłyszeć cichy szept: "Rzygać mi się chce..." - Kto to był !? - wrzasnęła nauczycielka, na co Suzuki szybko odpowiedział: "George Bush senior do japońskiego premiera Tanaki w 1991 podczas obiadu." Jeden z naprawdę już wkurzonych uczniów wstał i ryknął: - Obciągnij mi druta! Na to nauczycielka zrezygnowanym tonem: - To już koniec. Kto tym razem? - Bill Clinton do Moniki Levinsky w 1997 roku w Gabinecie Owalnym w Bialym Domu - odparł Suzuki bez mrugnięcia okiem. Na to inny uczeń wstał i krzyknął: - Suzuki to kupa gówna! Na co Suzuki: - Valentino Rossi w Rio na Grand-Prix Brazylii w 2002 roku Klasa już całkowicie popada w histerię, nauczycielka mdleje gdy otwieraja się drzwi i wchodzi dyrektor. - Cholera, takiego burdelu to ja jeszcze nie widziałem! A Suzuki: - Leszek Miller do wicepremiera Hausnera na posiedzeniu komisji budżetowej w Warszawie w 2003 roku.
9.Suplement.
Suzuki - wersja skrócona. Pierwszego dnia szkoły, przed rozpoczęciem lekcji, nauczycielka przedstawia nowego ucznia amerykańskiej klasie: - To jest Sakiro Suzuki z Japonii. A klasa: - WYPIERDALAJ !
10.
Był sobie chłopak i stasznie pragnąl motocykla. szukał i szukał, a że do kasiastych nie należał to szukał b. długo. W końcu znalazł moto - chyba nawet yamahe, ale nie wiem co i jak. Cena była mała i moto troszkę przetarte, ale ogólnie w super stanie. Pogadał z właścicielem. Kupił toto. i Pojechał do domu (na moturze). Jak wyjeżdżał z posesji byłego juz właśiciela w lusteru zobaczył jak ten na pożegnanie robi mu znak krzyza. W miejscowości w której kupił tego pojazda, gdy przez nią przejeżdżał, wszyscy którzy go widzielie patrzyli na niego jakoś dziwnie, a staruszki nawet wzrok odwracały. Ale przyjechał do domu i wszystko było OK. Czuł sie trochę zmeczony, więc położył sie spać. Śniły mu sie straszne pierdoły - jego ojciec w załobie, matka płacząca i takie tam. Następnego dnia zabrałs ie za grata - zdjął plastyki, zawiózł je do malowania. przyjechał do domu i wreszcie miał troche czasu na przyjrzenie sie swojemu nabytkowi, przejażdżkę(choć bez plastyków). Pooglądal tu i tam, podotykał.... Wszystko spoko - tylko na ramie, na manetkach, na ożebrowaniu silnika był jakas brunatna-brązowa substancja. Łatwo odchodziła i dała sie wyczyścić. Więc czyścił. Jak skończył robote to byłniemal cały ubabrany w tem czymś. A do tego zobaczył, ze na jego dłoni jest duży plat skóry ( z klaczkami). troche sie przestraszyl - bo świadom tego, ze grzebie w brudzie obawiał sie tężca. Pobiegł szybko do domu by umyć się i zdezynfekować ranę, ale gdy to zrobił okazałosię, ze nie ma nigdzie rany.... Szybko zapomniał o tym zdarzeniu. Wkrótce odebral pomalowane plastyki i mógl juz dumnie jeździć tam gdzie go oczy zaniosły.... za duzo nie pojeździł. minął tydzien lub dwa i rozsmarował sie po ulicy. połamane nogi, ręce, skecony kark. nie będzie chodził, nie ma czucia i sprawności w rekach. nie może mówić - jedynie charczy zdarło mu skóre z pyska, z rąk nóg, z pleców - nie ma powieki, nosa, górnej wargi, a ręce nie chcą się zagoić... Znalzał sie ktoś kto jak sie okazało znał poprzedniego właściciela motocykla. Miał on (poprzedni właścicel) 2 synów i córkę. Jeden z chłopakow jechał razem z siostrą (ktora miała niebawem wyjść za mąż - była w ciąży) od lekarza i na prostej drodze zjechali wprost pod kola jadącego zprzeciwka samochodu. Kirujący samochodem odbił w ostatniej chwili i rozbił sie na drzewie. Zginął - owdowił młoda żonę, osierocił 2 małych dzieci. Okazało się że był to brat jadących motorem. Chłopak kierujący motorem położył sie na boku, ale poleciał tak nieszczęśliwie, ze zabil sie o samochód (uderzył głową). Dziewczyna/siostra była wleczona za motorem. Tez zginęła - uderzyła brzuchem o kierownice/manetke/klamke w taki sposób, że rozerwało jej brzuch. Nienarodzone dziecko leżało na ulicy. wcześniej było wleczona na pępiwonie przez kilka metrów... Podobno widok- jatka. No i teraz motor stoi w domu u rodzicow tego chłopaka. Ojciec Przysięga, ze spali grata a nikomu nie da na nim jeździć... nie wiem, jak sie ktoś zdecyduje to moge poptytać tu i tam - ktoś na pewno ma dojście do tej rodziny. znajdziemy Ci adres, pojedziesz pogada sie z ojcem. Z tego co wiem pierwsze co robi ten facet jak słyszy o motorze to prowadzi "chętnego" do pokoju syna i zostawia młodzieńcow na jakiś czas ze sobą. Jak dotąd ztego co wiem nikt nie kupił grata. Nie ma przy nim duzo roboty - od zmienić obciązniki na kierownicy - bo przetarte, zeszlifować crashpady, zeby wyglądały i umyć go bo obtarzany w blocie,trrawie i jakiejś brunatnej/brązowej substancji....